Zapiski ze Śląska

Nie było mnie tutaj długo…
a się okazało, że jednak ktoś mnie czyta.
a ja nie miałam czasu.
wywróciłam nasze życie do góry nogami.
wyprowadziłam nas od Basków i z powrotem zakotwiczyłam u Ślązaków.
nieważne gdzie. Ważne z kim się jest.
no więc od miesiąca jestem TU, tak bardzo świadomie i szczęśliwie.
tymczasowo pracuję w zawodzie, szukam czegoś na stałe(ale też w zawodzie, ewentualnie z książkami).
Matkuję. Dorywczo żonuję, bo Mąż w rozjazdach. Ale jemu też znalazłam pracę w kraju.
Jak zmiany, to tylko razem. nie wierzę w związki na odległość. No.
A Maluch jest przeszczęśliwy w polskim przedszkolu. I w ogóle w Polsce. Buzia Mu się nie zamyka.

Szukaliśmy mieszkania do wynajęcia. Natrafiliśmy na Pana Leszka.
Maluch: „Leszku, powiedz mi, a konkretnie bedę się mógł bawić tu zabawkami?”
-”No tak…”
- „To nie mam więcej pytań”………..:)))

Ok. Jeszce nie wszystko jest poukładane, pozamykane. Zaczynamy dopiero zabawę.
Dlatego bedę tu rzadziej.  Ale będę. mam nadzieję, że ktoś tu jednak czasami zagląda.
Proszę o wpisy. :)
I pozdrawiam.
Dobrej nocy!

Kilka dni do wyjazdu

Tylko 4 dni brakuje, by zamknąć za sobą tutaj drzwi…

Dzisiaj jadę pożegnać się z oceanem.
Tak symbolicznie.
Kto wie, kiedy znowu go zobaczę.

Całe nasze emigracyjne lata zostały już prawie upchnięte w kartonowe pudła.
Teraz czekają na wywiezienie.

A polski urząd, choć jeszcze nie przyjechałam, już zalazł mi za skórę.
To chyba tak w ramach treningu, żebym nie przeżyła szoku.
„Miło”, że urzędnicy zabiegają o moje „dobre” samopoczucie.
Szkoda, że w polskim prawie są np. dwa przepisy na jeden temat, które przeczą sobie.
” W świetle prawa możesz zrobić tak i tak, ale w sumie nie możesz, bo…”
No. Polskie urzędy to nie jest mój ulubiony temat.

Pewnie nieraz zakręci mi się łezka w oku na wspomnienie baskijskich urzędów.
Na uprzejmość ludzi, którzy w nich pracują.
I choć czasami nie wiedzą kompletnie nic, to jednak starają się pomóc. Wychodzą klientowi naprzeciw.
I nie ma kolejek, wszyscy z numerkiem w łapce czekają cierpliwie na swoją kolej.
Nikt się nie wpycha- bo to przecież niegrzecznie.

***

Wczoraj Maluch nie chciał pójść spać.
 -”Mamusiu, jest dopiero pół do rano” :)))

MIŁEGO DNIA.

Hasta luego España!

Jeszcze tylko tydzień w tych kątach.
Ogarniam wzrokiem mój dotychczasowy dom i…kurczę, w sumie cieszę się na zmianę.
Już za tydzień wycieczka do Katalonii a potem sruuuuuuuu na pokład samolotu i do Polski. Do domu.
A potem trala lala i znowu trzeba będzie się szybko przyzwyczaić do innej rzeczywistości, innych realiów, innego życia.
Znowu o tym piszę, bo cieszę się przeogromnie na tę zmianę.
Jak wiadomo, każda zmiana jest pozytywna, każda wnosi coś fajnego.
Już czuję ten dreszczyk emocji…:)
Po czterech latach na emigracji trzeba będzie nadrobić wszystko…spotkania ze znajomymi, rodziną, zakupić/ pożyczyć książki, zasiąść milion razy w kinie, pojeździć tu i tam…
Najlepsze jest to, że nie wiem, na jak długo jedziemy, czy na kilka tygodni, czy „na zawsze”.
I w związku z tym ma podstawowy problem- jak się spakować? Ech…

Żal mi będzie tu zostawić moją ukochaną plażę, niektóre miejsca, parki…
Tak czy siak obiecałam sobie, zż jeszcze tu wrócę, choćby na wakacje.
A na razie cicho się żegnam.
Bo przyszedł czas na zmiany i trzeba z tego skorzystać.
Tylko tchórze nie korzystają.

Karnawał w Kraju Basków

Koniec karnawału  celebrowany jest w Kraju Basków przez kilka dni- od  tłustego czwartku a kończy się we wtorek tzw. pogrzebem sardynki- Asteartita .
Przez te dni miasta wypełnia muzyka, gwar i radość.
Niejednokrotnie obserwowałam Basków podczas imprez i muszę przyznać, że wspaniale się bawią.
W karnawałowy czwartek w szkołach i przedszkolach organizowany jest dzień przebierańców. Z tym że każda klasa przebrana jest tak samo, np. klasa 3 za pająki, klasa 5 za clowny, a np. przedszkolaczki za pszczółki. Tego dnia lekcje są skrócone, w sumie głównie uczniowie się bawią i uczestniczą w wielkiej paradzie przebierańców, która idzie ulicami miast i przyciąga tłumy.
W sobotę swój czas do popisu maja dorośli.
Wszyscy się przebierają. Na ulicach mogą nas mijać piraci, księżniczki, Batmani itp. I wszyscy się doskonale bawią, tłumnie wypełniają knajpki i nocne kluby.
Podczas tych dni miasta nie zasypiają.
Vitoria Gasteiz organizuje szereg imprez,  jak choćby pochody przebierańców, występy orkiestr, występy szkół samby a we wtorek odbywa się oficjalne spalenie sardynki.


                           źródło google

 

Praga nad ranem

Już się przekonaliśmy, że duże miasta najlepiej smakują nad ranem.
Albo jak ktoś woli bardzo wczesnym rankiem.
Nie ma wtedy dzikich tłumów, nikt się nie przepycha, popycha…
Miasto wtedy leży nam u stóp i łatwiej jest go oswajać.
W taki oto sposób zobaczyliśmy kilka miejskich perełek.
Ostania była Praga.
Co to była za noc!
Miasto dopiero niespiesznie się budziło.
Zmywało lekki sen i zakładało codzienny makijaż.
Ale bardzo powoli.
Byliśmy obserwatorami przerywania ciszy.
Przejechał tramwaj, autobus.
Przeszedł jeden człowiek.
Potem drugi.
Po godzinie było już ich więcej.
Po paru- kiedy miasto już było pomalowane krwistoczerwoną szminką- nie można było się nigdzie przecisnąć.
Przyszła pora na ewakuację.
Tylko jeszcze jeden spacer po Starówce.
I można jechać.
Dalej.
Przed siebie…
Ech…te podróże.
Uzależniają, prawda? :)

Pomiędzy

Od kilku dni mój telefon jest nieczynny.
Nie, że się zepsuł. O nie!
Sieć postanowiła, że już nie lubi naszego miasteczka i odmówiła zasięgu.
Na nic telefony do nich, na nic mejle.
Co prawda odpowiedź wyskrobali- ” w związku z tym, że nie możemy się do Pani dodzwonić…”
Ale pytam się, jak macie się dodzwonić, skoro nie ma sieci? (sic!)
Kolejna telefoniczna(z nr stacjonarnego) interwencja nie wniosła nic nowego.
W moim telefonie jak „tylko alarmowe” stało, tak stoi.
No więc dziękuję, zmieniam operatora.
Skoro obecny nie chce naprawić problemu.

***

Czy macie takie chwile, kiedy wszystko przez Was przepływa, jesteście ale jakby z boku tego wszystkiego co się obok toczy?
Ja tak od kilku dni mam.
Zawieszona.
Niby jestem, niby robię, co do mnie należy.
Ale.
Ale jakby uśniona.
No tak, deficyt snu daje się odczuć.

Nie wiem jak, ale trzeba zebrać siły, mówię.
Bo już za 2 tygodnie wracam do zawodu!!!
Hurrrrrrrrrra!
Umieram z przerażenia. Ale co tam.
Podchowałam Dziecię, czas wyfrunąć.
No.
Ktokolwiek mnie czyta, niech zaciśnie kciuk. A najlepiej dwa.
Żeby wszystko się udało. :)

Reforma rynku pracy

Dzisiaj weszła w życie nowa reforma rynku pracy.
Reforma, którą określają jako historyczną.
No tak, na pewno przejdzie do historii, patrząc na nastroje panujące w kraju po jej ogłoszeniu.
Co z tą reformą?
Ano- firmy mają ułatwione zadanie, jeśli chodzi o zwalnianie pracowników.
Zwalniani będą dostawać mniejsze odprawy a na ich miejsce można będzie zatrudnić kogoś nowego. Najlepiej przed 30tką, bo wtedy firma dostanie ulgę podatkową w wysokości 3000 euro na rok.
Brzmi pięknie, prawda?
Ale tutaj, jak zauważył opozycjonista Rubalcaba, z partii PSOE, tutaj kryje się pułąpka- pracodawca będzie zatrudniał młodego człowieka na rok, po czym go zwolni i znowu zatrudni kogoś młodego, żeby dostać kolejną ulgę, na kolejny rok.
Reforma niby miałą zmniejszyć bezrobocie, które sięga już prawie 23%!!!!!!
Istnieją obawy, że je zwiększy, bowiem właśnie obniża koszty zwalniania pracowników…
Na niedzielę 19 lutego w całej Hiszpanii zapowowiedziany jest strajk generalny.
Ale już dzisiaj w przedszkolu Malucha rozpoczęła się akcja protestacyjna.
Są cięcia w administracji. W budżetówce. Szkoła Malucha przechodzi w system ERE, czyli jakąś część pensji będzie wypłacać im urząd pracy a jakąś pracodawca. Będą pracować tylko 4 godziny dziennie…Za mniejsze pieniądze.
Właściwie reforma ułątwia też przechodzenie w ów system(ERE). Do tej pory rząd, administracja nadzorowała firmy, które chciały skorzystać z tego pakietu, teraz będą mogły przechodzić w ERE praktycznie kiedy będą chciały, oczywiście wykazując się tylko problemami finansowymi.

Zaczyna wrzeć.
Niechętniej patrzą na imigrantów.
To zrozumiałe, przecież zabieramy miejsca pracy.
W pracy Em jest już czasami nieprzyjemnie…


Źródło- „EL PAIS”- piątkowe protesty w Madrycie przeciw reformie

Strajkowo- przeprowadzkowo

Dzisiaj dziecię było ze mną w domu.
Bo nauczyciele zastrajkowali.
Rajoy zaciera ręce, bo reformy ruszają.
Ale co i jak, to jeszcze nikt nic nie wie.
No dobra, pewne są cięcia w administracji.
No i łapy jego reform obejmują też nauczycieli.
Ech…

***
Nie muszę mówić, że  w związku z przedszkolnym przestojem nie było porannej prasy z kawą.
Nie było relaksu.
Za to mieliśmy świetną zabawę.
Z pudłami.
Tak, tak. Powoli przygotowujemy się do wyprowadzki.
Niewiarygodne, ile człowiek jest w stanie zgromadzić.
A to kajaczek, a to książeczki(niebotyczna ilość), a to kilka pudeł zabawek(!) itd, itp…
A nie mam zmysłu chomika, w przeciwieństwie do Em.
„Nie wyrzucaj, to na pewno! mi się przyda”- słyszę raz po raz.

W każdym razie przeprowadzka to świetny czas na porządki, na wyrzucanie, oddawanie, dawanie, dzielenie…
Nawet Maluch zrozumiał, ze fajnie jest się podzielić z innymi dziećmi zabawkami.

***

Nawet nie liczę, która to już w moim dorosłym życiu przeprowadzka.
30? 40? już sama nie wiem
Ale już dość.
Już jestem zmęczona.
Juz chcę gdzieś osiąść.

Póki co, wracam do pudeł.

Trendy

Ciekawostka z ostaniej chwili.
Odprowadzając Syna do przedszkola, zauważyłam, że zasypane śniegiem samochody wcale nie są odśnieżane.
Wystarczy przetrzeć szyby wycieraczkami, albo polać je gorącą wodą(byłam wielce zdziwiona, kiedy zobaczyłam ten „numer”).
To nic, że na dachu i karoserii zalega gruba warstwa śniegu.
To nic.
Przecież można jeździć ze śnieżną kopułą.
To taki nowy trend u Basków.

***

Za to właściciel tego pojazdu ma problem z głowy.
Nie musi się martwić odśnieżaniem :)

Latanie

Co jakiś czas krążą nad nami.
Nawet widziałam ich kilka dni temu- śnieg i mróz Ich nie odstraszył.
Wyglądają tak pięknie, że aż pozwolę sobie umieścić parę zdjęć.
Szkoda, że owego dnia nie wzięłąm mojego aparatu, mieliśmy ze sobą tylko „głupiego jasia”.
Nic to.
Jakieś zdjęcia są.

A Oni?
Podążali zapewne w stronę słońca.
A my?
Za nimi :)
I kiedy zobaczyli, że jakieś auto jeździ za nimi, podlecieli i przelecieli nisko nad nami.

Ech…gdyby Ikar to widział…
To było COŚ!

Glossa do herezji

Stanisław Bereś-  Glossa do herezji

Czasami wydaje mi się, że ta istota w górze, którą
niektórzy nazywają Bogiem, zupełnie oszalała i powinna
być zamknięta w obłoku dla obłąkanych.

***

Nie widzę lojalności Stwórcy wobec stworzenia.
Mieliśmy być wolni. Ale jeżeli nawet syczącymi w próżni literami gwiazd
i morfemami białych karłów, jeżeli nawet chybotliwymi zdaniami
protuberancji napisano na tablicy nieboskłonu, że człowiek upadnie,
to od początku nie było wolności. Wolna wola była jak tasak wetknięty
w dłonie szaleńca.

***

Wstydziłbym się spojrzeć w oczy Demiurga. Przecież
mógł ocalić, a nie ocalił. Mógł odjąć ból, ale nie odjął.
Mógł chociaż pozostawić nadzieję, ale nie pozostawił.
Oskarżałbym siebie, gdybym uznał istnienie tych oczu.

***

Gleba obu półkul jest grząska od ludzkiej krwi.
Cywilizacja wybrukowana jest, jak dziedziniec Tamerlana,
głowami o wydłubanych oczach. Historia człowiecza
nieodmiennie cuchnie trupem. Pałki są z ludzkich piszczeli.
Abażuryi bębny ze skóry. Gobeliny są z włosów.
Biżuteria z zębów. W aleriach słychać wycie zarzynanych.
Niewiele spodziewam sie po Bogu, na którego obraz i
pdobieństwo uczyniony został człowiek.

***

Właściwie zawsze niepokoiło mnie pierwsze zdanie Dekalogu.
Dziś wiem, że nie było powodu.Spod
rozkruszonych chrząstek liter i wyrazów szczerzą się spróchniałe zęby
zazdrosnego, plemiennego bożka.

***

Przerażająca jest historia Hioba. Jak bezlitosnym i nieczułym
być trzeba, by zgodzić się, popierać i przyglądać
tej rzezi. Masakrze i  spaleniu żywym ogniem siedmiu tysięcy owiec, trzech tysięcy wielbłądów,
pięcisuet jarzm wołów, pięciuset oślic oraz wielkiej ilości czeladzi. Trzem
dziewczynom i siedmiu młodzieńcom, zmiażdżonym jak
karaluchy. Porażeniu ich ojca złośliwym wrzodem
od stóp do ciemienia. Żadna próba wierności nie usprawiedliwia
tej rzezi. Nie rekompensuje jej nawet nowa żona,
nowe dzieci, ani nawet nowe stada. Bo nie jest to przecież
ta sama kobieta, te same dzieci, ani nawet te same
zwierzęta.

***

Charles Prince, chcąc zademonstrować swoim dzieciom
moc bożą, włożył rękę do terrarium z grzechotnikami.
W szpitalu w Greeneville nie zgodził się na podanie odtrutki.
Zmarł w drgawkach. Gotowość Abrahama była
niczym wobec tej ofiary. wszak nie zgrzeszył słabością.
Godził w samego siebie. Nie czekał na głos Boga. Pragnął
utwierdzić własne dzieci w wierze. Trójkątne oko
opatrzności ironicznie przyglądało się tej nadgorliwości.

***

Światów było ponad obfitość. W pierszym królował
występek, zdrada i cierpienie. Był tam ból rzeczywisty
jak kamień. Nadzieja podbita od spodu wzrokiem
kapturowego bractwa ciemności. Życie owinięte wilgotnymi
słojami czasu. Drzewo otulone w żarłoczną jemiołę.
Tuż obok był drugi świat. Muzyka sfer huśtała żądzę
w puchowej kołysce skrzydła. Płomień ślizgał się w kaganku
dłoni. Dziecko wodziło palcem po klawiaturze zębów
rekina. Słowa: rozpacz, cierpienie i bojaźń były nieobecne
w obłocznych leksykonach, bo nikt nie znał ich
desygnatów.
I były jeszcze dwa światy, skąd przybywali wędrowcy
o popalonych włosach. Były zatem światy dobre i złe.
Trudno dać temu wiarę. Oznaczałoby to przecież, że wymyślano
je na przemian , raz na złej, raz z dobrej woli.
Na szcęście odgradzała je kurtyna nieoznaczoności. Łamał
się na niej kryształ promienia. Tylko niepewność
ocalała etykę kreacji.

***

Najpoważniejszym argumentem przeciwko stworzeniu i
teodycei jest mucha. Nie rozpasanie zła i zwierzęce cierpienie
wyrzynanych narodów. Jej natrętne paskudztwo
przeczy jakimkolwiek zacnym intencjom. Jej nieodjemna
obrzydliwość jest ujmą kreacji. Bądź żenującym dowodem
na gorączkową partaninę.Ostatecznie po pięknych
i genialnych słowach: woda, ogień, światło i ciemność,
dźwięk i cisza, wszystko ugrzęzło w uszczegółowieniach.
I wtedy powiedziano: strach, choroba, brud, ropa, glista
i mucha.

z tomu- Już tylko sen ( „Aneks” Londyn 1990)